Komunikacyjne zombie
Dojeżdżając do pracy codziennie spotykam się z różnymi formami zombie jakie atakują miejskie pojazdy. Większość z nich posiada moherowe nakrycia na głowie a na ich ciele zawieszony jest wielki wór lub dywan zwany zazwyczaj kożuchem. Stojąc na przystanku początkowo ich nie zauważasz. Lecz tylko kiedy podjedzie na przystanek autobus, wyłaniają się ze swoich grobowców i atakują pojazd. W życiu bym nie uwierzył, że te babcie tak szybko potrafią biegać!

Celem tych istot jest zajęcie siedzącego miejsca nieważne jakim kosztem. Kierowane głosem Ojca Nekromanty wciskają się do pojazdu. Nie raz zostałem staranowany przy próbie wsiadania do pojazdu. Przepychają się i brną naprzód nie zważając na innych. Po staranowaniu ludzi, którzy próbowali wysiąść, na chwilę przystają. Wokół panuje cisza i zdziwienie normalnych żywych ludzi, która przerywana jest przez gardłowe sapanie. Po odsapnięciu dalej atakują. Ci sprytniejsi już dawno wstali ze swoich miejsc i ustąpili. Nad resztą ghule stają, sapią i ślinią się aż człowiek zmięknie i wstanie.
Ustępuję miejsca pod warunkiem, że dywanowy wór siłą nie próbuje wygonić mnie z miejsca. Czy to tak trudno spytać, czy nie może mi Pan ustąpić? W Hiszpanii nie zauważyłem żadnych zombie. Najpierw ludzie grzecznie wysiadają z autobusu, po czym reszta wsiada spokojnie jeden za drugim tylko przez drzwi od strony kierowcy. Każdy kasuje bilet i grzecznie zajmuje swoje miejsce. Czy to takie trudne? U nas widać tak.

W pociągach Hiszpanie mają tak samo. Nikt się nie przepycha, nie wciska się na siłę do pociągu. Maszynista spokojnie poczeka aż wszyscy wsiądą i rozgoszczą się w wagonie. Jeśli masz problem z bagażami to zawsze Ci ktoś pomoże, w tym i obsługa stacji. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiemy, że pośpiech nie zawsze służy przyspieszeniu pewnych spraw i czasem prościej jest poprosić o wolne miejsce do siedzenia niż ślinić się nad biednym pasażerem.
22 lutego 2009, 12:46:17
Komentarze
Święte słowa :]
Ja nie wiem… Dzień w dzień jeżdżę w Szczecinie autobusami, prawie równie często spotykam się z narzekaniami na te babcie, a sam nigdy się z czymś takim nie spotkałem.
Sprzedaj mi ten eliksir niewidzialnosci :)
Piotrek, może jeździsz w takich godzinach, kiedy babcie są albo w kościele, albo już u lekarza.
Wczoraj jechałem spotkać się z koleżanką i zostałem wepchnięty do środka przez babcię, która pędziła na wolne miejsce.
Hmm, jeżdzę raniutko na uczelnię, wracam w godzinach popołudniowego szczytu. Tyle że też nie zawsze i zdarza mi się jeździć w najróżniejszych godzinach. Myślę że może to kwestia trasy, to byłoby całkiem ciekawe zagadnienie dla jakichś badań. :)
Ja mam taki pech, że jadąc do pracy mijam dwa wielkie rynki, stragany, gdzie te babcie biegną za zakupy po różne różności. Po drodze mijam też z 3 kościoły oraz kilka przychodni lekarskich. Jadę koło 40 minut.
Ja w sumie mijam cmentarz, i to ten największy w Polsce. ;)
Najlepsze sa trasy kolo dzialek. Dyskretny strzal z lopaty lub z innego sprzetu i dziadyga ma juz wolne miejsce :/
Oj tak! Działki! Łopaty mnie nie przeszkadzają. Ja to się dziwię jak jakaś babcia wiezie drzewo na działkę lub z działki jakieś krzewy do domu. Zagracony cały autobus tym czymś.
chociaż w PKSach nie ma takich istot :P
Są, są ale nie pchają się bo do PKSu obowiązuje jedna kolejka. Wchodzisz, kupujesz bilet, siadasz.
Jak przeczytałem wpis, to nie miałem wątpliwości. Łódzkie MPK. :D
Zgadza się :] Już nawet nie trzeba pisać bo wszyscy wiedzą o co chodzi :]
Nie żebym często się z tym spotykał, bo zazwyczaj jeżdzę kolejkami w których albo ludu jest pod sufit, albo nie ma prawie nikogo, ale na wszelki wypadek zawsze realizuje jeden plan: Miejsce przy oknie, głowa nisko, mina ponura. Generalnie staram się wyglądać na psychopatę. :)
Jest w tym jakaś metoda. Kiedyś tak zrobiłem. Czytałem książkę i słuchałem muzyki. Szczerze nie widziałem żadnej starszej osoby. Kiedy utwór dobiegał końca usłyszałem tylko słowa: „...siedzi taki burak i nawet nie ustąpi”.
o ty kradzieju, oj nieładnie przecież sam opowiedziałem tobie o tych stworach.
Synaczku Mareczku. To mnie tez pewnie opowiedziales taka historię, bo ja też takie babcie spotykam :] A to moze ty jest stworzyles skorto twierdzisz że ktoś ci je kradnie :P
A ja tam na takie babcie zlewam na całego. Siedzę i tyle. Ja zapłaciłem za bilet i mam prawo siedzieć. A taka babcia o lasce sobie jeździ za darmo i myśli, że może miejsce mi zabierać. Pfiii.
Raz się spotkałem z taką babcią, co wsiadała, nim ludzie wysiedli. Akurat wysiadały dwie młode dziewczyny i wepchnęła się na chama między nie, to one rzuciły tekst: – Gdzie się pani pcha??
Babcia odpowiada : – Jaka ta młodzież teraz niewychowana …
@Orion:
Dokładnie. Poza specjalnie oznakowanymi miejscami (co jest z reguły usankcjonowane w regulaminie przewozu osób danego przewoźnika), mohery mają chuj a nie prawo do miejsca siedzącego. A na dyskusje najlepsze są dobre słuchawki podłączone do iPoda.
Aczkolwiek czasami zdarza mi się ustąpić z własnej woli jakiejś starszej kobiecinie, bo widzę jak się męczy. Ale właśnie – męczy się, a nie biegnie do miejsca waląc laską po łydkach i miażdżąc wózkiem z warzywami stopy.
Na trasie Gdańsk Oliwa-Gdańsk Wrzeszcz taki „moher time” przypada coś między 10 a 12. Wtedy zazwyczaj babcie sobie nawzajem miejsca ustępują, bo wszystkie się nie mieszczą. ;)
Nie chodziło mi o same babcie tylko kreślenie które kilka dni wcześniej „sprzedałem” Kamilowi. Mniejsza już o to.
W Toruniu zasadniczo jest to samo, zwłaszcza przed ósmą rano w autobusie nr 11.
Kiedyś jak jechałam z kumplem Wolfem na zajęcia i podjechaliśmy autobusem na feralny przystanek przed kościołem św. Józefa, gdzie akurat przed kilkoma minutami skończyła się poranna msza… Efekt? Wolf oberwał torebką bo babcia nie mogła wejść do autobusu…
I tak jest codziennie. Nikt mi nie powie że to bezbronne staruszki…
Powered by Jogger. Copyright © 2002-2003 Justin Mecham & JabberPL Group
Licencja: Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0





http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Rodzaje_babć_autobusowych ;)
Skad ja znam takie istoty…