Smarkuś, czyli wielki katar po Forum IT
Dzień 20 października wyglądał troszkę inaczej niż poprzednie dni tygodnia. Wstałem wcześnie rano i udałem się na Dworzec Fabryczny. Splot dziwnych wydarzeń, wymiana maili i skusiłem się pojechać na IBM Forum IT 2008. Wyjazd raczej miał mieć charakter towarzyski, aniżeli naukowo-biznesowy. W sumie miałem się spotkać z dwiema koleżankami i kumplem...
Wyjazd zaczął się dość ciekawie, gdyż przypadkiem trafiłem na wystawę sztuki światła ultrafioletowego w podziemiach koło Dworca Fabrycznego.

Nie byłem tam sam. W podziemiach siedzieli ukryci ochroniarze, który pilnowali całej wystawy. Zrobiłem spokojnie zdjęcia i udałem się na pociąg. W pociągu jak zwykle tłok. Tłumy Łodzian pędzie do pracy do stolicy. Ja nie wiem... aż tak fajnie tam płacą, by codziennie tłoczyć się w pociągu? Poszedłem spać. Godzina trzydzieści snu dobrze mi zrobi...
Warszawa. Nic się nie zmieniło. Ludzie biegną do pracy. Ja spokojnie udaję się do najbliższej taksówki, żeby z klasą podjechać do Hiltona. Podjeżdżamy pod samo wejście. Drzwi od taksówki otwiera mi miły pan ubrany w bardzo elegancki garnitur.
- Dzień dobry. Czy ponieść Panu bagaż?
- Dzień dobry. Daleko nie mam. Dwa kroki. Dam radę z aparatem.
Pan się tylko uśmiechnął i poszedł obsługiwać jakiegoś ważniaka. Ja udałem się tam gdzie większość przyjezdnych. Na kawkę i ciastka.

Dobrze, że w domu zjadłem śniadanie. Banda wygłodniałych ważniaków z wielkich firm dorwała się do ciastek i kawy. Kiedy dotarłem do stolika leżały tam tylko okruszki i kilka kruchych. Były dobre. Najbardziej smakował mi brązowy cukier z torebki. Fajnie chrupie. Ludzie! Na konferencje nie jedzie się po to, żeby się obżerać!
Spotkałem się z kolegą z firmy CompFort Meridian Polska. Pogadaliśmy, po czym ja zwinąłem się na pierwsze prelekcje. Myślałem, że będzie coś ciekawego jak dla szarego informatyka. A tutaj? Rozmowy na temat biznesu, jakiegoś kryzysu na giełdzie, następnie wykład wygłosiła po angielsku Pani Fiona Capstick, Wiceprezes IBM na region Europy Północno-Wschodniej.

Potem znowu przerwa kawowa. Można było podziwiać "informatyków" jak szpanują iPhonami, oraz prezesów. Prezesa poznawałeś po tym, że brał 10 pączków i herbatę bez cukru. Szybko się zmyłem po konferencji. W sumie nie wyróżniała się ona niczym szczególnym. Wyglądała jak każda konferencja IT w Warszawie.
Wróciłem do Łodzi szybkim super nowoczesnym pociągiem, który po raz drugi mnie przeziębił!
W Łodzi było już lepiej. Najpierw poszedłem z dwiema koleżankami na pizze, potem do herbaciarni a na końcu skończyliśmy w klubie muzycznym Lizard King. Do domu wróciłem późno, a choroba rozprzestrzeniła się po całym moim ciele, dewastując wszelakie oznaki zdrowia. L4 wzywam Cię!
22 października 2008, 09:59:47
Komentarze
W zeszłym roku nie byłem. Ale nie lubię tego typu konferencji, gdzie firmy wychwalają się czego to oni nie potrafią, jakie mają super wynalazki i za ile można je kupić.
Pojechałem tam w sumie bo miałem spotkać się ze znajomymi. Jedyne co mi się podobało to karty zbliżeniowe. Bez zbędnej rejestracji. PIK i gotowe :)
Byłem w zeszłym roku, żałuję, ze zapomniałem o tym w tym roku ;)
Nie masz czego żałować. Żenada :)
panowie pochwalili się swoim postawili swoje na piedestale i tyle cała konferencja to tak jakby patrzeć na bilbord reklamowy przez 10 godzin i ktoś mówi ci w tym czasie NASZ PRODUKT JEST NAJLEPSZY NAJTAŃSZY NIE MA LEPSZYCH i słodko się uśmiecha że mamy mu ochotę ..... dać pstryczka.
Siemka Que Passa ;-)
Masz rację. Dlatego konferencję skończyłem chyba po 2 przerwie. Nie mogłem wytrzymać :]
Powered by Jogger. Copyright © 2002-2003 Justin Mecham & JabberPL Group
Licencja: Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0





czytałem agende i od razu mnie nie zachwyciała… w zeszlym roku bylo lepiej.