Oblodzona wycieczka nad Zalew Sulejowski
Zaczęło się jak zwykle dość szalenie. Porwałem największą krę w okolicy i rzuciłem ją na lód. Trzask i wielki kawał lodu zamienił się w małe błyszczące okruszki, które powoli sunęły po wielkim zamarzniętym Zalewie Sulejowskim. Pierwszy test wykonany. Czas zejść na lód. Mimo plusowej temperatury, pokrywa lodu była bardzo gruba. Na jej powierzchni była tylko cienka warstwa wody, która sukcesywnie uniemożliwiała Sylwii poruszanie się bez upadku średnio co 3 kroki.
W moje ślady poszedł Adam i powoli zaczęliśmy chodzić coraz dalej od brzegu bacznie nasłuchujący czy lód nie pęka. Mimo, że sądziliśmy, że jesteśmy już naprawdę daleko od brzegu czuliśmy się bezpiecznie. Byli tacy rybacy co wyszli dalej. Nie dość, że dalej to jeszcze wiercili w lodzie dziury. Nie prościej kupić mrożoną rybkę w sklepie? ;-)

Krajobraz zalewu był piękny. Koło południa niebo było lekko zachmurzone, a nad lodem unosiła się mgła. Cisza, brak wiatru umilał spokojne spacerowanie po lodzie. Czasem graliśmy w kręgle czy tam curling. Co jakiś czas rzucałem się na lód, by przejechać kilka metrów jak TuxRacer.

Kiedy słońce zaczęło się chować a mgła znikła, zrobiło się naprawdę ciepło i nastrojowo. Było do tego naprawdę ciepło. Idąc środkiem Zalewu Sulejowskiego widzieliśmy jak na brzegach ludzie rozpalali grilla, dzieciaki ganiały się z psiakami po lodzie, a faceci dalej wiercili dziury w lodzi. Pewnie kupili nowe wiertarki w Castoramie i musieli je przetestować. Co jakiś czas można było na lodzie oglądać malownicze pęknięcia. Robiły one wrażenie.
Zmęczenie moje było już tak wielkie, że musiałem się kłaść na lodzie, aby robić zdjęcia. Pogoda z każdą minutą robiła się coraz ładniejsza i cieplejsza. Powoli wracaliśmy po lodzie do samochodu. No może poza Sylwią, która szła po brzegu. Myślała, że piasek jest mniej śliski i nie będzie się wywracać. Oczywiście miała rację. Wywracała się rzadziej - ale jak już się wywróciła to była ufajdana w piasku :]
Wracając do autka spotkaliśmy innych wędrowców, którym lód sprawiał problemy w poruszaniu się. Biedne łabędzie fajnie się ślizgały lądując na kuperkach. Kiedy je troszkę postraszyłem to przejechały kilkanaście centymetrów na brzuszku - próbując odlecieć. A jak chciałem dać im coś do zjedzenia to się obraziły i odeszły dalej. Widać nie znają się na żartach, albo nie lubią kanapek. Pewnie liczyły na browara, albo coś mocniejszego. Ach ta dzisiejsza młodzież.

Ostatnim etapem podróży były bunkry. Mieliśmy za zadanie odwiedzić Niemieckie stanowisko dowodzenia Jeleń. Na stronie bunkierkonewka.eu jest mała mapka, gdzie znajduje się bunkier. Zaparkowaliśmy autem koło jakiejś hodowli Żubrów - przynajmniej tak było napisane na tabliczce informacyjnej. No cóż. Śmierdziało tam żubrami, ale za siatką, na wybiegu były tylko 3 wilczury. To jakąś miniaturka żubra z Japonii?
Ściany były zbudowane z grubego 2,5 metrowego żelbetonu. Równolegle do głównego tunelu biegnie korytarz boczny, podzielony gazoszczelnymi drzwiami na mniejsze pomieszczenia.
W pobliżu schronu kolejowego można obejrzeć zespół schronów technicznych mieszczących kotłownię, urządzenia wentylacyjne i elektrownie, połączone ze schronem głównym trzema podziemnymi kanałami technicznymi. W skład kompleksu wchodziły również schrony mieszczące: stację pomp i uzdatniania wody, zbiornik i chłodnicę wody technologicznej.
Obiekty były zamaskowane. Na schronach technicznych zamontowano drewniane, kryte papą dachy. Schron kolejowy pokryto siatkami maskującymi i atrapami drzew. Teren zabezpieczały dwa rzędy płotu z siatki i drutu kolczastego oraz pola minowe.
Decyzja o podjęciu budowy w okolicach Spały bunkrów, mających zapewnić ochronę dowództwu Grupy Armii Mitte w czasie niemieckiej inwazji na ZSRR, podjęta została jesienią 1940 r. Obiektom nadano ogólny kryptonim Gefechtsstand "Anlage Mitte" (stanowisko dowodzenia "Obszar Środek").
Obecnie bunkier jest w części zalany wodą, za to ocalało w nim kompletne torowisko – zalane betonem przez użytkującą obiekt po wojnie centralę rybną.
Ruszyliśmy przez las, kierowani GPSem. Kilkadziesiąt minut marszu doprowadziło nas do celu. Oczywiście zapomnieliśmy zabrać z samochodu latarek. Przecież to oczywiste, że mamy w oczach świeczki. W bunkrze było naprawdę ciemno - po wejściu w mrok, nie widziałem dalej niż na 20 cm. Mając pod ręką aparat, błyskałem lampą by cokolwiek zobaczyć. Przy okazji przypałętał się do nas jakiś zmarznięty kundelek. Nazwałem go Bobek i pogłaskałem. Od tamtego momentu Bobek grzecznie mnie słuchał i towarzyszył przez resztę dnia.
Niestety robiło się coraz ciemniej i trzeba było wracać do domu. Idąc koło stacji kolejowej Jeleń (aż się zdziwiłem, że tam jeździ pociąg!), podziwialiśmy ładny zachód słońca. Było cudownie. A cały dzień uczciliśmy pijąc piwko i słuchając muzyki jazzowej w cudownym miejscu jakim jest Lizard King. Następna wycieczka to Irlandia :]
20 stycznia 2008, 21:29:18
Komentarze
Nie byliśmy w Spale tylko w Jeleniu – koło 110 ;-)
ale to tuż obok :P
a jak 110 to akurat na spokojny całodzienny wypad rowerowy :P będzie trzeba zostawić link do tej strony bunkrowej w folderze zakładek :P
Niedługo wybieramy się do Konweki :)
Ale cudne fotki…
| Komentować mogą jedynie zalogowani |
Powered by Jogger. Copyright © 2002-2003 Justin Mecham & JabberPL Group
Licencja: Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0





Ile wyszło w sumie kilometrów na liczniku? Bo trasa tak patrząc na miejsca -> Łódź – Zalew – Spała – Łódź, to taki wmiarę na całodzienny wypad rowerowy do zrobienia latem :P