Jak MPK zarabia na remontach dróg
Mieszkają na Retkini, pracują na Janowie. Odkąd w Łodzi ulice są rozkopane, podróż do pracy jest dla nich prawdziwą wyprawą - długą i kosztowną. Tak mówią. My postanowiliśmy to sprawdzić...
Z Retkini na Janów można dojechać bezpośrednio autobusem linii 98, ale mieszkańcy osiedla są z niego niezadowoleni.
- Przyjeżdża co drugi, notorycznie spóźniam się do pracy - mówi pani Katarzyna. - Wraz z pięcioma koleżankami z pracy napisałyśmy pismo ze skargą do MPK. Nawet nie dostałyśmy odpowiedzi.
Robert Ruta i jego żona też często podróżują tym autobusem.
- Niepunktualność może jeszcze da się przeżyć - mówi pan Robert. - Najgorsze, że w godzinach szczytu jest on tak zapchany, iż trudno do niego wsiąść na przystankach.
Wyruszamy w podróż "98" w popołudniowych godzinach szczytu. Autobus z krańcówki na Retkini wyjeżdża punktualnie, jednak nie może przebrnąć przez korki. Wskutek remontów zamknięty jest jeden pas ruchu. Auta stoją w gigantycznej kolejce i na al. Mickiewicza posuwają się powoli o parę metrów. Na przystanek przy "Centralu" dojeżdżamy z siedmiominutowym opóźnieniem. Powinniśmy być o godzinie 15.55, jesteśmy o 16.02. Resztę drogi na Janów kierowca gna, by nadrobić stracony czas. Powrót z Janowa na Retkinię też odbywa się z problemami. Autobus, który powinien z krańcówki na Janowie odjechać o16.45, pojawia się tam dopiero tuż przed godziną siedemnastą.
Gorzej niż po wojnie
Nic dziwnego, że część mieszkańców Retkini rezygnuje z linii 98 i decyduje się na podróż tramwajem z przesiadką. Korzystamy z ich rady i w godzinach porannego szczytu ruszamy tramwajem z krańcówki przy al. Wyszyńskiego. O godzinie 8.10 wsiadamy do "dziesiątki".
- Teraz w Łodzi jest gorzej niż zaraz po wojnie - denerwuje się poróżująca z nami w wagonie pani Barbara. - Kompletny chaos. Są jakieś zastępcze autobusy, ale nie wiem, gdzie mnie dowiozą. Już parę razy musiałam wracać piechotą. Chciałam pojechać do elektrociepłowni, wsiadłam w "zetkę", a ta wywiozła mnie kawał drogi dalej.
- Kiedyś wiedziałam, ile czasu zajmie mi podróż w różne punkty Łodzi i kupowałam jeden bilet dziesięciominutowy lub półgodzinny. Teraz muszę kupować codziennie bilet całodobowy za 9,60 zł, bo przez te przesiadki nie mieszczę się w czasie - irytuje się starsza pani, która jeździ opiekować się wnukiem.
Jadwiga Bartosik nie ma nic przeciwko "zetkom", ale rozkład jazdy - jej zdaniem - woła o pomstę do nieba.
- Przesiadam się z tramwaju linii 10 na dworcu Kaliskim na "zetkę" - mówi. - Niestety, tramwaj i autobus podjeżdżają dokładnie w tym samym czasie. Nie mam szans, żeby zdążyć z tramwajowego przystanku na autobusowy. Na ulicę Piotrkowską przy pl. Reymonta jadę teraz godzinę, czyli co najmniej kwadrans dłużej niż kiedyś.
Jan Szeluga do tej pory podróżował z Retkini na Dąbrowę bezpośrednio "czternastką", teraz ma dwie przesiadki. Pół biedy, jeśli komunikacja funkcjonuje punktualnie, ale w godzinach szczytu są duże korki i o spóźnienia łatwo.
Mirosława Dąbrzał jedzie na ulicę Tymienieckiego godzinę, kiedyś podróż zajmowała jej 30 minut. Państwo Zofia i Bolesław Paradowscy narzekają na autobus linii 98.
- Jeździ bardzo rzadko. Kiedyś z Retkini na Zarzew podróżowaliśmy tramwajem linii 10, a potem przesiadaliśmy się na "trójkę". Mimo że z przesiadką, było dużo szybciej. Teraz jesteśmy skazani na ten autobus.
Nie dopłacę do remontów!
Pasażerowie kupują więcej biletów, więc MPK zarabia na remoncie dróg. Stanisława Zawała jednak wzięła się na sposób.
- Nie mam zamiaru dopłacać do remontów - denerwuje się. - Dlatego kasuję taki bilet, jaki wystarczał mi kiedyś na przejazd z al. Wyszyńskiego do "Centralu". - Wtedy jechałam 7 minut, teraz 27 minut! Nie dość, że tracę czas, to jeszcze mam tracić pieniądze? Nic z tego! Kasuję bilet 10-minutowy za 1,70 zł.
Słuchając skarg dojeżdżamy do dworca Kaliskiego. Patrzymy na zegarek: przejazd z krańcówki tramwajowej przy al. Wyszyńskiego do dworca zajął nam 8 minut. Teraz chcemy przesiąść się na autobus linii "Z6", ale zanim dochodzimy na przystanek, pojazd nam ucieka - (sprawdziły się słowa pani Jadwigi Bartosik!). Kolejna "zetka" przyjeżdża, kiedy nam już kończy się ważność biletu dziesięciominutowego.
Pokonanie dwóch przystanków do "Centralu" zajmuje nam 10 minut. Autobus więcej stoi w korkach niż jedzie. W sumie droga z al. Wyszyńskiego do al. Mickiewicza zajęła nam 50 minut!
Przesiadamy się na autobus linii 98. Powinien być minutę po godzinie dziewiątej, ale nie przyjeżdża (sprawdziły się słowa państwa Paradowskich, narzekających na brak punktualności). Następny ma być o godzinie 9.11. Spóźnia się dwie minuty. Właśnie przepadł nam drugi bilet za 1,70 zł. Przejazd kosztował nas na razie 2,40 zł, ale pasażerowie, którzy dotąd podróżowali tą trasą szybciej, stracili więcej, gdyż licząc, że zmieszczą się w czasie, skasowali od razu bilet półgodzinny. Niestety, nie wystarczył im jeden, więc musieli sięgnąć po drugi. Razem wydali 4,80 zł, a to przecież jeszcze nie koniec podróży!
Na Janowie jesteśmy o godzinie 9.40. Tak więc podróż z al. Wyszyńskiego zajęła nam półtorej godziny. Przed rozkopami trwała około 45 minut.
- Znacznie gorzej jest z powrotem o godzinie 16 - ocenia Robert Ruta. - Są większe korki, bo wtedy z pracy wracają zarówno ci, którzy robotę zaczęli o godzinie 8, jak i ci, którzy pracują od godziny 7. Często zdarza się, że nie można dostać się do autobusu i trzeba czekać na następny.
Obliczyliśmy, że przejazd z Retkini na Janów w jedną stronę kosztuje teraz 7,20 zł, a podróżni, jeśli nie chcą jechać na gapę, muszą skasować trzy półgodzinne bilety za 2.40 zł. Koszt podróży w obie strony to 14,40 zł! Nie dość więc, że dłużej, to jeszcze drożej!
17 sierpnia 2007, 06:53:51
Komentarze
Coś się popsuło :) Poprawione :) Dzięki :)
| Komentować mogą jedynie zalogowani |
Powered by Jogger. Copyright © 2002-2003 Justin Mecham & JabberPL Group
Licencja: Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0





Po co podwajasz nazwisko, do tego w tak perfidny sposób? q ;.