Lustro
Kiedy wracałem było już dość późno. Słońce dawno już zaszło, a na niebie można było podziwiać pięknego Oriona, który kolejną noc prowadził swoją walkę. Noc była przyjemna, lecz chłodna. Delikatny powiew jesiennego wiatru szeleścił między ostatnimi liśćmi jakie rosły na dębie nieopodal mojej chaty. Zima zbliżała się nieubłaganie.
Kiedy wszedłem do izby od razu napaliłem w kominku. Płomień powoli pochłaniał kolejne kawałki drewna. Gałęzie zajęły się jako pierwsze dając piękny blask i żar w pokoju. Robiło się coraz cieplej. Zaraz po napaleniu w kominku poszedłem na piętro by przywitać się z Nią. O tej porze pewnie już dawno spała, więc szedłem delikatnie po skrzypiących ze starości drewnianych schodach. Krok za krokiem, stopień za stopniem aż na piętro. W pokoju było ciemno. Księżyc zakradł się przez okna i dawał delikatną poświatę na stary kufer oraz lustro. Nie spała. Czekała na mnie aż wrócę. Podszedłem do lustra. Siedziała Ona przy stole i czekała na mnie z kolacją. Była taka sama jak wtedy - piękna. Westchnąłem głęboko, zasłoniłem lustro kawałkiem koca. Schodząc na dół w myślach kłębiło mi się jedno zdanie - "to już kolejna zima kiedy Cię nie ma przy mnie".
24 listopada 2006, 08:40:20
Komentarze
Opowiadanko – jakieś takie…. smutne :]
Ano, smutne, jak wszystko ostatnio…
Powered by Jogger. Copyright © 2002-2003 Justin Mecham & JabberPL Group
Licencja: Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0





Ojej, a co to?