Było gorąco...
...w moim życiu oraz w życiu komputera. Ale najpierw o sprzęcie
:)
Wróciłem do domu po wykładach i jednym kolokwium i zobaczyłem na
dwunastej konsoli, że system warjuje. Niby nic, ale same błędy
dysku, temperatury zdecydowanie ponad normę - istny armageddon w
moim domu. Trudno się powiedziało i wyłączyło szybko komputer
wdzięcznym poleceniem poweroff. Zajrzałem pod obudowę i
zobaczyłem, że wiatrak na chipsecie się nie kręci, wentylator od
procesora kręci takim ładnym kłaczkiem kurzu a dysk jeden stracił
zasilanie (jak? nie wiem - ale kabelek od zasiłki wisiał :]).
Oczyściłem komputer z kurzu. Podłączyłem dysk do prądu a z chipsetu
wyprułem zatarty wentylator. Na jego miejsce uczepiłem jakiś inny
ze starych 486. Czysta prowizorka a ładnie teraz wszystko jest
chłodzone i temperatura na płycie z 37 spadła do 25 stopnii. Istny
cud :)
A piekło u mnie? No piekło. Straciłem głos :] No może nie do końca,
ale w każdym bądź razie nie mogę mówić bo tak mocno boli mnie
gardło, że przełknięcie śliny jest istnym piekłem. Tabletki na
gardło nie pomagają. Owinąłem szyję szalikiem i czekam na poprawę.
Oby do jutra się poprawiło...... mam wolne i nie zamierzam spędzić
całego dnia w domu
A na sam koniec a raczej napoczątku tego dnia.... szkoda słów.
Zostałem sam... Teraz to już mi nic nie idzie. Nie potrafię się
skupić. Dziś na kolosie z PEIM... szkoda słów. Nawet nie wiedziałem
jaki mam numer indeksu.... Życie legło w gruzach... Jedyne co chyba
dobre to to, że mnie do wojska nie wezmę bo ze studiami to mogę się
pożegnać.
08 czerwca 2006, 18:36:28
Komentarze
Składnia Textile Lite jest włączona.Powered by Jogger. Copyright © 2002-2003 Justin Mecham & JabberPL Group
Licencja: Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0




