Co za dzień..
Mokry, paskudny, zimny a do tego jak powiedziała Patrycja.... śliski. Zaczęło się jak zwykle. Nauka, pisanie programu, troszkę połazilem po forach internetowych i porobilem backupy tam gdzie dawno ich nie było, obiadek... Potem pojechałem po Magdę na uczelnię. Miała dziś dość ciężki dzionek, więc nie chciałem się spóźnić, ale jak na złość kilka przystanków przed Uniwersytetem Łódzkim tramwaj się zatrzymał. Przed nim stało kilka innych tramwaji. Czemu? Bo to Łódź i tramwaje lubią się psuć. Wysiadłem czym prędzej i pobiegłem po ulicy na uczelnię. Samochody stały w korku a ludzie tłoczyli sę na chodnikach, więc obok autek biegło się szybciej a i było mniej rozpaćkanego śniegu z błotkiem. Nie spóźniłem się - a nawet byłem znacznie wcześniej :)
Mam nadzieję, że Magdzie uda się zaliczyć. Trzymam za Nią kciuki. Po poprawie kolokwium odprowadziłem Ją do domu, wyszliśmy z psem a potem dzielnie sam ruszyłem do domu. I jak na złość zaczęło jeszcze mocniej padać: dzesz i śnieg. Zmarzłem, zmokłem. Mam nadzieję, że się znowu nie przeziębiłem.
PS. Kochanie. Od dziś nie gotuję dla Ciebie :] Sama tego chciałaś :P
Mam nadzieję, że Magdzie uda się zaliczyć. Trzymam za Nią kciuki. Po poprawie kolokwium odprowadziłem Ją do domu, wyszliśmy z psem a potem dzielnie sam ruszyłem do domu. I jak na złość zaczęło jeszcze mocniej padać: dzesz i śnieg. Zmarzłem, zmokłem. Mam nadzieję, że się znowu nie przeziębiłem.
PS. Kochanie. Od dziś nie gotuję dla Ciebie :] Sama tego chciałaś :P
16 grudnia 2005, 21:01:31
Komentarze
Składnia Textile Lite jest włączona.Powered by Jogger. Copyright © 2002-2003 Justin Mecham & JabberPL Group
Licencja: Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0




